Przyznaje, że uwielbiam błyszczyki Lancome - warto więc pokazać na przykładzie, za co je tak chwalę Błyszczyk dostałam w prezencie, w życiu do głowy by mi nie przyszło wydać tyle pieniędzy na coś takiego.
Według producenta:
Błyszczyk do ust nadający wspaniały, długotrwały połysk.
Dzięki specjalnie opatentowanej formule " Vinyl Shine System " zapewnia tzw. efekt "mokrych ust". Usta maja zmysłowy , pełniejszy wygląd. Błyszczyk posiada ultra lekka formułę, nie "klei się". Wzbogacony o czynniki nawilżające i odżywiające usta. Wygodny w nakładaniu aplikator zapewnia precyzyjny makijaż.
Cena: ok. 90zł/6g
Moim zdaniem:Prawie 100zł za błyszczyk to absolutny brak przyzwoitości. Niestety po wypróbowaniu go, mam ochotę odkładać na złotówkę dziennie, aby go mieć, bo uzależnia.Mam kolor widoczny na zdjęciu, #362, Shivering Pink, czyli przydymiony, pudrowy róż. Zapach jest nieokreślony, nie powala. Aplikator ma postać płaskiej gąbeczki, dzięki temu naprawdę łatwo się nakłada odpowiednią ilość.
Jak widać kolor jest raczej niezauważalny, za to łatwo zauważyć bardzo dużo niewielkich, połyskujących drobinek i efekt mokrych ust. Drobinki absolutnie nie wysuszają skóry. Usta są nawilżone i odżywione, nie ma efektu pierzchnięcia ust, przy dłuższym stosowaniu.
Efekt jest bardzo delikatny, przynajmniej przy tym kolorze, ale mi się bardzo podoba, doskonale podkreśla usta. Co więcej, jest to efekt długotrwały. Mimo, że konsystencja nie jest gęsta, błyszczyk utrzymuje się na ustach długo, ściera się równomiernie, nie waży się. Usta nie są sklejone, ani lepkie.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz